Skip to content

Przewodnicy w nowej odsłonie.

by

Niecałe trzy miesiące temu, dość dyskretnie i bez większych fajerwerków, doszło do całkowitej rewolucji w sposobie działania wikiprzewodników. „Rewolucja” nie jest słowem w żadnym wypadku przesadzonym – instytucja ta zmieniła się całkowicie, po raz pierwszy od 2007 roku, kiedy to idea przewodników zawitała na polskiej Wikipedii. Zgodnie z wypracowanym wtedy systemem nowicjusz zostawiał na stronie przewodników swoje cztery tyldy i oczekiwał na opiekuna. Podstawową wadą tego rozwiązania był fakt, że stawiał on nowicjusza w pozycji petenta, oczekującego pokornie (i nierzadko dość długo) na zainteresowanie ze strony anonimowej instytucji. Wielu zresztą nie doczekiwało – bardzo często prośba o przewodnika była pierwszą i ostatnią edycją z danego konta (prawdopodobnie newbie wpisywał się, ale potem zwyczajnie zapominał o całej sprawie i znikał). Kolejnym problemem był fakt, że nowicjusz nie miał szansy na skonkretyzowanie swoich oczekiwań i zainteresowań merytorycznych, co powodowało, że przewodnik, podejmując się opieki, nie miał wcale pewności, że jest najbardziej kompetentną osobą, aby danemu użytkownikowi pomóc. Na domiar złego stary system całkowicie wykluczał edytorów niezarejestrowanych, którzy nie mieli szansy na stałego opiekuna (a wbrew pozorom zapotrzebowanie istnieje).

Nowy system, stworzony przez Przykutę w oparciu o rozwiązanie z dewiki, jest całkowicie pozbawiony powyższych wad – nowicjusze mogą teraz sami wybierać przewodnika z listy, kierując się zamieszczonymi przy nickach informacjami, m.in. o zainteresowaniach merytorycznych edytora i jego kompetencjach jako przewodnika. Newbies są też zachęcani do wybrania najbardziej dla siebie dogodnej formy komunikacji – poprzez stronę dyskusji, komunikator lub e-mail (dzięki temu o pomoc mogą zwracać się też edytorzy niezarejestrowani). Zniknęła atmosfera smutnego urzędu z kolejką, pojawiły się kolorowe awatary, a nowicjusz z pokornego petenta stał się czymś w rodzaju „klienta” mającego prawo do wyboru i oczekiwań.

Trzy miesiące to już czas wystarczający do wyciągania wniosków, można więc pozwolić sobie na wstępną ocenę – czy pomysł się sprawdził? Moje doświadczenie pokazuje, że nie mógł sprawdzić się lepiej; do podobnych wniosków prowadzą rozmowy z innymi przewodnikami. Przede wszystkim pojawiło się znacznie więcej potrzebujących pomocy nowicjuszy – o ile wcześniej miałam pod opieką tylko kilka, przeważnie nieaktywnych, osób, o tyle teraz mailowe prośby od podopiecznych wpływają codziennie (nie zawsze zresztą potrzebna jest stała współpraca, czasem wystarczy po prostu wymiana 1-2 maili). Zmieniła się również  atmosfera w kontaktach przewodnik-podopieczny – od początku jest bardziej bezpośrednia, koleżeńska i przyjazna, nowicjusze chętniej zadają pytania i dzielą się wątpliwościami; widać wyraźnie, że czują się pewniej i nie boją się wymagać pomocy, być może też dlatego, że mniej więcej wiedzą z kim korespondują. Bo większość faktycznie przeczytała profile przewodników i wybrała najodpowiedniejszego – zgłaszają się do mnie w większości osoby mające zbliżone zainteresowania merytoryczne, dzięki czemu współpracuje nam się dużo lepiej. Mimo, że mam teraz więcej pracy jako przewodniczka, mam też dużo więcej satysfakcji z jej wykonywania i poczucie, że w znacznie większym stopniu niż wcześniej przynosi ona owoce.

Czy reforma ma jakieś wady? Do głowy przychodzi mi właściwie tylko jedna – fakt, że podjęliśmy ją tak późno :)

Gdy bot tworzy artykuły

Raz na jakiś czas przewija się tu i ówdzie dyskusja o tworzeniu artykułów przez bota. Wszyscy w pamięci mamy tysiące haseł o polskich wioskach utworzonych przez Tsca.bota, więc nie jest to żaden nowy pomysł, wręcz przeciwnie – był, jest i prawdopodobnie będzie ćwiczony jeszcze wielokrotnie w różnych Wikipediach. W polskiej, poza tą pamiętną, jednorazową akcją ładowania haseł nie zdarzyło się coś równie spektakularnego w latach późniejszych. Dopiero w bieżącym roku użytkownik Kotniski, nota bene człowiek aktywnie uczestniczący w rozwoju angielskiej Wikipedii, za pomocą swojego Kotbota załadował (i wciąż ładuje) tysiące brytyjskich wiosek. Dyskusja na temat tej akcji w przestrzeni projektu się nie odbyła, za to pojawiły się liczne komentarze „po fakcie”, gdy wioski te zaczęły się w Wikipedii pojawiać, a skok w liczbie artykułów zaczynał być widoczny. Nie da się ukryć, że dzięki Kotbotowi przegoniliśmy włoską Wiki, która na momencik zajęła 4. miejsce w liczbie haseł. Otóż komentarze były różne – pojawiły się także te nieprzychylne (i to w zadziwiających miejscach, na Facebooku rozwinęła się gorąca dyskusja). Podnoszono, że hasła są słabe (stuby, niektóre bez źródeł, co szybko zostało skorygowane), że nie wzbogacają projektu, no i podkreślano, że nie odbyła się żadna oficjalna dyskusja na ten temat w samej Wiki, np. w Kawiarence.

Nie zgadzam się zupełnie z takim podejściem, czemu dawałem swój wyraz w tamtej dyskusji na Facebooku. Otóż rzecz wygląda tak, że po pierwsze artykułów takich nie pisze bot, tylko człowiek – bo ktoś go przecież musiał zaprogramować, a to nie jest raczej rzecz, którą robi się łatwo i szybko. Na PUA Beau.bot.admina (de facto, bo formalnie było to drugie PUA Beau) rzeczony kandydat napisał tak: (…) „bot to narzędzie, a nie użytkownik. Operację wykonuję ja, ale żeby sobie życie ułatwić wykorzystuję do tego narzędzia” i dalej: „Właścicielem konta jestem ja, za wszelkie operacje z jego użyciem odpowiadam ja, korzystam z konta ja.” Oczywiście w przytoczonych wypowiedziach chodziło o konto bota-admina, a nie o bota piszącego artykuły. Ale porównanie jest moim zdaniem trafne: w zasadzie każdy bot, z którego powstają merytoryczne treści, nie robi tego „sam z siebie”, ale odpowiada za niego człowiek – operator bota i to on jest odpowiedzialny za formę tych haseł (a nie bot). Jeżeli użytkownik potrafi napisać skrypt, dzięki któremu artykuły będą powstawały same, to dlaczego Wikipedia ma na tym nie skorzystać?

Posłużę się przykładem: od jakiegoś czasu zajmuję się na wiki pisaniem haseł o hrabstwach w USA, ponieważ ze zdumieniem zauważyłem, że brakuje kilku tysięcy takich artykułów (każde hrabstwo jest opisane na około 15 Wikipediach – liczyłem interwiki :), a nie zanosi się na to, aby powstały za pomocą jakiegoś inteligentnego operatora bota. Dlatego zakasałem rękawy i zorganizowałem sobie własny schemat takiego artykułu w notatniku, aby za jego pomocą szybko wstawiać dane liczbowe ze źródeł i inne informacje (np. data powstania hrabstwa itp.). Z czasem doszedłem do takiej wprawy, że byłem w stanie napisać 43 artykuły w ciągu jednej doby (z okazji listopadowego DNA). Powstaje więc pytanie: czy nie lepiej aby takie artykuły pisał bot? Dlaczego moja „praca” jest lepsza od tej, którą wykonałby bot – a efekt byłby ten sam, tylko w krótszym czasie? Oczywiście nie z każdymi artykułami jest to w ogóle możliwe; rzecz dotyczy chyba tylko i wyłącznie podobnych jednostek geograficznych… Chociaż słyszałem, że i małe obiekty astronomiczne można w ten sposób „pisać botem”.

Jeszcze odnośnie do zarzutu braku dyskusji przed ładowaniem angielskich wiosek. Nowe artykuły są widoczne, nawet jeśli ładuje je bot z flagą, to jest sporo osób obserwujących nowe strony (a nie tylko OZety), którzy je wychwycą i zgłoszą ewentualne błędy. W każdym razie działalność Kotbota została bardzo szybko zauważona. Nie widzę więc potrzeby szerokiej dyskusji przed każdym ładowaniem np. planetoid – jeśli operator bota jest osobą odpowiedzialną i doświadczoną, zna się na pisaniu skryptów i na obsłudze bota, to nie widzę żadnych przeszkód, aby mu zaufać – zgłaszając ewentualne mankamenty i błędy w hasłach na bieżąco. Pamiętajmy, że w razie totalnej pomyłki cały wkład (nowe strony) można skasować jednym kliknięciem za pomocą masowego usuwania, do czego jednak – wierzę – wcale nie musi dojść :).

%d blogerów lubi to: